Feature news

Przyznaję - myliłam się!

To wcale nie jest tak, że naśladuję innych. Po prostu fakt, że zrobiło to wielu znanych mi blogerów sprawił, że pomyślalam "Kurcze, może to nie takie złe?". I tak zmieniłam swoje zdanie na temat własnego adresu o 180 stopni. Bo wcześniej moje zdanie wyglądało mniej więcej tak:

"...
...
...
NIE!"

Zatem witajcie na blogu www.narratorka.pl.


Nie wiem czy ta zmiana w jakis sposób odbije się na Czytelnikach, łatwości użytkowania lub innych ważnych elementach, ale nie ważne. Siedzę i patrzę na nowy adres, i przestać nie mogę. (Podziękowania w stronę Ani M. i Ani K. które poświęciły chwilę na wytłumaczenia zawiłości informatycznych).

O wiele bardziej wkurza mnie szablon, a szczególnie dwie rzeczy:
1. Nie istnieje taki szablon, który sobie wymarzylam
2. Nie umiem zrobić go sobie sama
Jak żyć!

Więc na razie jesteście zmuszeni (w sensie: bardzo Was proszę o wybaczenie) znosić właśnie ten. Chyba najmniej odbiega od mojej idealnej wizji. A propo- jeśli ktoś z Was zna kogoś, kto nienajdrożej sobie licząc wykona dla mnie szablon, który narysuję (:)) będzie mi miło za podesłanie kontaktu.

Odświeżyłam też FP na Facebooku (podobno jak nie ma nas na FB to nie istneiejmy, sprawdził ktoś?)
Fajnie, jeśli klikniecie "Like", bo będę zamieszczać tam co ciekawsze elementy życia, inspiracje i konkursy. 


Co z nowości... na blogu pojawił się system komentowania Disqus. Szybszy, wygodniejszy i dostajecie powiadomienia jeśli ktoś odpowie na Wasz komentarz.

Teraz mam kaca moralnego, że zrobiłam z bloga jednego z wieeeelu innych typowych "lifestylowców", ale jednocześnie bardzo go wypieram tlumacząc sobie, że nie doprowadze do tego, żeby pisać o ... okej, "nigdy nie mów nigdy". Przynajmniej próbuję.

Jako, że zaczęłąm studiować na kursie dziennikarskim, chciałabym, żeby moje posty nie dotyczyly w większości kosmetyków, recenzji i "co u mnie nowego", bo raczej nikogo to nie obchodzi. Jeśli mnie polubicie, zapraszam na FB- tam dzieje się życie. Postów na razie nie będzie więcej, postaram się wrzucić coś raz, dwa razy w tygodniu, bo mam ok 30 roboczych postów. Niektórzy biorą narkotyki, ja piszę ;)
Ogólnie, strofujcie mnie, jeśli w pewnym momencie zrobię się chamska, wredna czy inne "piękne" epitety.
Życie się zaczęło i ma to swoje skutki. Aczkolwiek będę się starała nie odbierać Wam optymizmu ;)

Miłego dnia! Wszelkie uwagi mile widziane!

edit// jednak jeszcze chwilę będzie blogerowy system komentowania.
Learn more »

Kiedy dziewczyna staje się kobietą i...

...dostrzega, że tak naprawdę nic się nie zmienia.
Kiedy właściwie ten moment się "staje"? Ogólnie typuje się kilka takich dat: pierwsza miesiączka (wg mnie zdecydowanie za wcześnie), otrzymanie dowodu osobistego (eee...), wejście w związek małżeński, narodzenie pierwszego dziecka, po czterdziestce...

Przytoczę pewną rozmowę z przyjaciółką w wieku mniej więcej 10-12 lat 
(Angelika buziaki :*)

- Jakiś ładny facet stoi pod blokiem
- Kto? Młody czy stary?
- Stary, student pewnie.

*Wybaczcie, że nie jest to spisane idealnie jak to powiedziałyśmy, ale rozumiecie- ta demencja starcza ;))

Kurcze, całe życie myślałam, że dorosłym staje się w dniu osiemnastych urodzin, że w ten dzień jakoś magicznie z głupiej nastolatki zmienię się w odpowiedzialną kobietę. Wiecie, coś jak w Simsach (puff i już po wszystkim). Tymczasem coś takiego nie nadeszło. Nie nadeszło też z dniem pójścia na studia i (teoretycznym) wyprowadzeniu się z domu (mówię "teoretycznym", bo praktycznie więcej czasu i tak spędzałam w Rzeszowie). 

Najgorszy jest wiek taki jak mój, powiedzmy najbliższe okolice dwudziestki, kiedy jedni traktują mnie jak dziecko, a inni jak "szanowną panią". 
Jednego dnia koleżanka siostry mówi mi "dzień dobry", a innego pani kasjerka nie wierzy jakobym była pełnoletnia prosząc o dowód osobisty.

Skoro już sobie ulżyłam narzekając na stan rzeczy aktualnych, które tak naprawdę wcale mnie tak nie denerwują, pozwolę sobie na refleksję nad wiekiem. 

Mam 20 lat. 
Od dziś.

Nie zamierzam nagle porzucić swojego pluszowego misia, radości na tle kolorowych zeszytów, ani zacząć na codzień chodzić w szpilkach z aktówką. (o zgrozo!)

Tak, tak. Przestałam być nastolatką i powiem Wam, że ostatni rok zmienił mnie bardzo. Nie wiem czy widać to w postach, bo jest ich bardzo mało. Jest też coś, co nie pozwala mi dzisiaj cieszyć się starością, i na pewno opowiem Wam o tym, ale muszę być gotowa, żeby nie lać potoków łez podczas pisania.

Teraz czas na życzenia, ochy, achy i zapewnienia, że wcale nie jestem stara ;)
Czas START!

Ps. Wybaczcie za szablon bloga- myślę nad nim i nie jest skończony.
Ps2. Podliczyłam- mam 24 robocze posty ;)
Learn more »

Nie wyróżniaj się, bo tak chcą wszyscy

Nie wyróżniaj się! Pasowanie do tłumu jest w cenie!


Ludzie nie lubią gdy ktoś jest inny. Nie ważne co robi, jeśli zbytnio się wyróżnia nie jest popierany, nie jest wspierany, a nawet ludzie zrobią wszystko by takiego delikwenta ściągnąć spowrotem na ziemię, do tłumu. Świat będzie nieustannie wmawiał Wam, że inność nie istnieje. Że jeśli wszyscy są inni, wszyscy są tacy sami.
Spójrzcie co stało się z tzw. hipsterami, artystami, trendsetterami, kreatorami, czy jak inaczej nazywano ludzi oryginalnych. To byli ludzie, którzy poprzez wygląd i zachowanie chcieli wyrazić siebie, pokazać, że nie są bezkształtną szara masą, ale mają do zaprezentowania coś więcej. Szukali różnych dróg by pokazać coś nowego, coś innego, coś czego jeszcze nie było w żadnej kategorii. I zostali skategoryzowani. Wsadzeni do szufladki z napisem "hipster". Scharakteryzowano taką grupę ludzi i teraz każdy oryginalny człowiek będzie hipsterem. Będzie mu wmawiane, że nie jest wyjątkowy. (Pomijam ludzi, którzy stosują się do tych charakterystyk, żeby stać się częścią nowej, fajnej grupy). Artystom będzie wmawiane, że sztuka nowoczesna to g*wno. Kreatorzy mody będą uważani za bezguścia, dowiedzą się, że takich ubrań już się nie nosi, że robią z siebie idiotów.
Geekowcy, filozofowie i wynalazcy dowiedzą się, że marnują życia dla idei, które i tak nie wypalą. Kolorowa pani robiąca na drutach ubranka dla drzew dowie się, że jest wariatką, a pan robiący sobie codziennie selfies przez 3 lata jest chory psychicznie. Osoba, która rzuca studia czy pracę na etacie dla swojego biznesu jest szaleńcem itd. itd.

Ludzie boją się inności. To, co inne, jest nieznane, niebezpieczne, wychodzi poza strefę komfortu. Ludzie bardzo lubią hejtować, komentować, oceniać, krytykować. Bo co innego robić? Po co wspierać indywidualność, skoro bycie takim samym jest wygodniejsze?

"Inny" nie robi nikomu krzywdy, po prostu jest sobą. Nawet jeśli szuka na siłę sposobu jak być innym. Ktoś zaraz powie "On taki nie jest, na siłę chce być inny". Jeśli próbuje coś zmienić- znaczy, że pozostawanie w tłumie mu nie odpowiada. A ludzie mają prawo szukać. Nikt nie rodzi się z gotowym planem na życie. Do jednych przychodzi szybciej, inni muszą się bardziej naszukać.

Świat zaakceptował kreatywność. Szukanie, tworzenie nieszablonowych rozwiązań jest ok. Póki szukanie odbywa się wyznaczonymi trasami.
W tych kwestiach cały świat porusza się bardzo wolno, a Polska wręcz stoi w miejscu.
Pamiętacie Conchite Wurst i ten cały szum wokół jej brody? Osobiście nie widzę w tym nic złego. Dawno dawno temu kobietę w spodniach wysyłano na stos, a mężczyzna bez peruki był uważany za osobę bezwartościową. Świat się zmienia, a zmieniają go ludzie kreatywni, oryginalni, odważni, tacy, których nie powstrzymuje to, co powiedzą inni". Bo może się okazać, że, ludzie, którzy najbardziej są przeciwko robią to z zazdrości, bo sami nie są na tyle odważni by spróbować wyrwać się z klatki.

Co można zrobić dla siebie by nie dać się tłumowi, który tylko czeka by zabić indywidualność?

Najważniejsze to zrozumieć (ZROZUMIEĆ, a nie przyjąć do wiadomości), że musisz posłuchać siebie. Musisz przestać myśleć o tym, jak inni zareagują na to, jaka jesteś naprawdę i skupić się na sobie. To Twoje życie. Czy na jego końcu chcesz umierać ze świadomością, że tak wiele nie zrobiłaś, ukrywałaś się bo bałaś się opinii?

Wpadło mi do głowy pytanie, które dobrze porusza wyobraźnię i introspekcję. Zadaj sobie to pytanie dziś, jutro, wtedy, kiedy potrzebujesz. Możesz je zapisać na kartce w kalendarzu, w telefonie, w pamięci:

Na Facebooku znajdziecie motywacyjny filmik poruszający ten właśnie temat. FACEBOOK

Co zrobiłabyś, jaka chciałabyś być gdybyś nigdy nie była oceniana?
Learn more »

Noc, sypialnia, łóżko...a Jego nie ma!

Jest noc, właściwie północ chwilę temu wybiła, ale skoro jeszcze nie zmieniłam się w mysz, dynię czy co tam zawiera w sobie jedna z miliona wersji bajki o Kopciuszku- piszę.
Dokładnie 00:09. A ja właśnie o tej porze miewam najlepsze pomysły, teraz nie muszę się zastanawiać co piszę, bo wszystko samo się tworzy. Właściwie ja tu jestem niepotrzebna, mogłabym iść spać. No tak, ale kto by to wszystko zapisał? Więc piszę. Komputer na kolanach, lampka lekko świeci, a ja z kubkiem czarnej herbaty, popijając co chwilę, piszę.

A teraz powiem Wam mój sekret, dlaczego w ciągu ostatniej godziny napisałam 3 posty robocze, skoro przez pół roku nie napisałam żadnego. Prawda jest fascynująca i żenująca zarazem.


Padł mi Internet.

Za nic w świecie nie mogłam się połączyć z siecią, nie pomogły ustawienia, reset, grzebanie przy kablach, a jedyny mężczyzna w domu, który mógłby zaradzić śpi (drugi ma gdzieś moje problemy i leży na parapecie machając ogonem). Nie ma fejsbuka, mejla, filmów online i blogów.

Cóż robić? Przez pierwszą sekundę patrzyłam pusto na ekran z myślą… właściwie bezmyślnie, a w drugiej już ładował się Word. Tak, pisanie jest moim wybawieniem kiedy zostałam odcięta od świata. Teraz, kiedy zostałam zupełnie sama w śpiącym domu, bez kontaktu z rzeczywistością. Nie wiem czy jeszcze kiedyś będę miała okazję pokazać Wam moje nocne przemyślenia… żegnajcie!No, może nieco ponosi mnie nocna wyobraźnia, ale jedno jest pewne i warte refleksji- uzależniłam się. Jak od kofeiny, słodyczy, albo czerwonej szminki. (żeby nie było- od żadnej z tych rzeczy nie jestem uzależniona, ale dodają dramaturgii :))Mogłabym zrobić miliony innych rzeczy, wpisując na tę listę pójście spać (co pewnie zaraz uczynię). Fakt faktem- mogę wyłączyć przeglądarkę, ale kiedy sama tego chcę. Kiedy to Internet mnie porzuca- czuję, że coś jest nie tak.
Nie spędzam w Internecie całych dni, ale kiedy wieczorem przysiadam do komputera, żeby odetchnąć, zrelaksować się i nacieszyć oczy e-dobrościami, fakt, że nie mogę tego zrobić jest co najmniej nieprzyjemny. Więcej- czuję, że Internet dał mi kosza!
Znów poczuję się staro, ale powiem to- dzisiejsze społeczeństwo jest całkowicie ztechnologizowane i sama dałam się porwać technologiczno-mobilnej rzeczywistości. Czy ja jedna?
Kto z Was nie sprawdza fejsa kilka razy dziennie lub nie wyszukuje w Google najdziwniejszych informacji? Kto teraz szuka definicji w encyklopediach a rady zdrowotnej dzwoniąc do lekarza?
Cóż. Nie będę moherem i idę z duchem czasu. Skoro to ma służyć ludziom- biorę. Tak jak wszyscy. Ale c’mon…
Jest 00:21 a ja nadal jestem offline. Dość tego. Idę poczytać książkę. Tak, taką papierową.

Ten post napisałam w Wordzie 2 dni temu. Nie moja wina, że wena zawsze przychodzi do mnie bardzo późno. Ale dzięki temu zobaczyłam, że właściwie to dawno nie spędziłam wolnego czasu w domu w inny sposób niż przy komputerze. A jak Wy i Wasze Internety? 

Learn more »